Kolorowe dzieciństwo kojarzy mi się z kolorowym salcesonem. Zawsze robiła go Ciocia, ale im starsza się stawałam, tym rzadziej salceson pojawiał się w naszym domu, a jego miejsce zastępowały wykwintne ciasta i ciasteczka. W końcu po kilkunastu latach nie jedzenia tego ruchliwego specyfiku sama postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i go przygotować. Oczywiście nie obyło się bez konsultacji :) Wyszedł pyszny! Pozytywnie kolorowy, o wakacyjnej kokosowej nutce i niezwykle zabawnej konsystencji. Zapewniam Was, że jest idealny nie tylko dla dzieci!
Składniki na kolorowy salceson:
- 3 różnokolorowe galaretki (u mnie niebieska, rubinowa i morelowa)
- 1l mleka
- 8 łyżek cukru
- 1/2 szkl wiórków kokosowych
- 20g żelatyny
Każdą galaretkę rozpuść w ok 300ml gorącej wody, mieszając aż całkowicie się rozpuści. Następnie każdą z nich przelej np. do głębokiego talerza i wstaw do lodówki w celu stężenia.
Domowe mleko kokosowe: Mleko zagotuj z dodatkiem cukru oraz wiórków kokosowych. Przelej je przez sitko, aby odcedzić wiórki.
Do zdjętego z ognia gorącego mleka wsyp żelatynę i energicznie mieszaj, aż się rozpuści. Kiedy mleko będzie chłodne, włóż je do lodówki.
Do zdjętego z ognia gorącego mleka wsyp żelatynę i energicznie mieszaj, aż się rozpuści. Kiedy mleko będzie chłodne, włóż je do lodówki.
Gdy galaretki już stężały, pokrój je nożem na niewielkie kwadraty, aby były gotowe do wrzucenia do mleczno-kokosowej masy. Możesz je przełożyć do miseczek, ale wciąż trzymaj je w lodówce!
Teraz najważniejsze. Musisz wychwycić moment, gdy mleko zacznie przybierać konsystencję zwartego kisielu i wtedy część masy wlej do przygotowanej formy, następnie wysyp wybraną przez siebie ilość kolorowych kosteczek. Wymieszaj delikatnie zawartość formy, np. łyżką. A na końcu przykryj wszystko pozostałą częścią mleczno-kokosowej masy, na wierzch której powciskaj resztę galaretkowych kwadracików. Całość przenieś do lodówki do stężenia.
Sugestie: Możesz zastąpić domowe kokosowe mleko takim, ze sklepu (zdecydowanie droższa opcja), lub po prostu zwykłym, ewentualnie dodając do niego, np. odrobinę ekstraktu z wanilii podczas podgrzewania. Zamiast jednej większej formy, możesz również użyć kilku mniejszych, np. muffinkowych, salaterek itp. Kolorowy salceson przechowuj w lodówce!
Pytanie: Dlaczego galaretka nie tężeje?
Odpowiedź: Jeżeli w Twojej galaretce są kawałki kiwi, niestety nie doczekasz się jej stężenia.
Przepiękny, słoneczny i niesamowicie dekoracyjny! :)
OdpowiedzUsuńjakie piekne kolory:) kolory lata, cudnie wyglada:)
OdpowiedzUsuńAle bajerancki deserek!
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy adres
lubie.gotowac.com
przepięknie wygląda i te śliczne kolory;D
OdpowiedzUsuńU mnie taki deserek nazywa sie "kolorowe jarmarki" i jest bez wiórek:)też go lubię:)
OdpowiedzUsuńPiękne! :)
OdpowiedzUsuńTakie kolorki od razu poprawiają humor:)
OdpowiedzUsuńThat is a wonderfully regressive dessert! Colorful and so tempting. I love jelly.
OdpowiedzUsuńCheers,
Rosa
Cudowne kolorki, fantastyczny pomysł na deser! :) Myśle,ze nie tylko dla dzieci:)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia:)
Zastanawiałam się, o jaki salceson Ci chodzi, haha :) Lubię takie galaretki!
OdpowiedzUsuńTak, nazwa "salceson" jakoś tutaj nie pasuje ;)
OdpowiedzUsuńdo tej pory próbowałam tylko salcesonu na ostro:):)
OdpowiedzUsuńświetny pomysł!
pozdrawiam
Przygotowywałam kiedyś coś podobnego - tyle tylko, że zamiast na mleku, na jogurcie. I pamiętam, że świetnie smakowało! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
też mam niebieską galaretkę!
OdpowiedzUsuńzdjęcia są cudnie kolorowe, jak samo ciasto. :)
to jest... śliczne!!! skąd wziąć niebieską galaretkę? :)
OdpowiedzUsuńBajeczny ten salceson :)
OdpowiedzUsuńcudownie letnie... kolory nastrajają pozytywnie :)
OdpowiedzUsuńnie wiem czemu, ale kojarzy mi się ze Smerfami x)
OdpowiedzUsuńjaki smak ma ta niebieska galaretka?
super deser. do tego można by z kolorami eksperymentować do woli- w końcu teraz tyle kolorowych galaretek;)
OdpowiedzUsuńTo jest rzeczywiscie cudo dla dzieci, musze zrobic moim, a na pewno sie do nich tez podkoleguje. Bardzo fajny pomysl i w dodatku tak nisko kaloryczny.
OdpowiedzUsuńThe colours are so vibrant! Love it.
OdpowiedzUsuńindigo, ja swoją kupiłam w supermarkecie, ale w mniejszych sklepach też nie raz je widziałam. Firma Wodzisław.
OdpowiedzUsuńmałgo., wg. mnie taki lekko jeżynowy-pyszny :)
Cudownie wygląda!
OdpowiedzUsuńJak byłam mała to robiłam podobny deser z kolorowymi galaretkami i bitą śmietaną :)
Na salceson to ja się zazwyczaj nie mogę nawet patrzeć. Ale ten to co innego :)
OdpowiedzUsuńPiękny ten twoje deser !!!
OdpowiedzUsuńTeż mam już w domu niebieską galaretkę od dawna, ale jeszcze premiery nie było.
Looks pretty and delicious.
OdpowiedzUsuńja nie mam takiego fajnego kolorowego wspomnienia
OdpowiedzUsuńjest piękny
Ma takie śliczne kolory że aż chce się jeść. Ta niebieska galaretka jest sliczna ;)
OdpowiedzUsuńTaki deser chodzi za mną ostatnio strasznie :D Tylko u mnie nazywany jest (nie wiedzieć czemu ;)) terkatotą :) Niebieska galaretka wygląda zabójczo :)
OdpowiedzUsuńWiorkow na boga nie wiorek!!!!!
OdpowiedzUsuńJesli nie jestes pewna odmiany jakiegos rzeczownika sprawdz w sieciowym slowniku jezyka polskiego albo wymien go na taki, ktorym umiesz sie poslugiwac.
A deser ladny, ale obcinam punkty za niechlujstwo stylistyczne :(
Anonimie, dzięki wielkie za słuszną uwagę! ^_^
OdpowiedzUsuńTakiego salcesonu prędzej bym spróbowała niż "normalnego". Może moją niechęć do galaretek pokonam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ania
He he. Ale fajny ten salcesonik. Taki kolorowy i optymistyczny. W sam raz na poprawę humoru gdy tak pada jak w tym tygodniu :-)
OdpowiedzUsuńMniam... galaretki są dobre, kiedy człowiekowi nie chce się zarabiać ciasta ani siedzieć długo w kuchni.
OdpowiedzUsuńSpróbuję na pewno, bo wygląda zachecająco :)
Pozdrawiam ;)
salceson w 100% dla mnie :) piękne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńpozdr
An
Genialny ten deser! Jaki efektowny!
OdpowiedzUsuńUwielbiam to coś. Jeszcze dawno temu koło mojej babci, w starek cukierni robiono taka piankę, zajadałam się tym, dzięki za przypomnienie tego miłego czasu!
OdpowiedzUsuńMoja babcia robiła kiedyś dla nas cos podobnego:) Nazywaliśmy to lodami;) wierzch był polany gorzką czekoladą:)
OdpowiedzUsuńWow, to wyglada rewelacyjnie! Koniecznie musze wyprobowac:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Sylwia
"Salcesonik" - punkty już za samą nazwę :)
OdpowiedzUsuńBardzo efektowne, zwłaszcza ta niebieska galaretka, aż chce się spróbować.
wow, so colourful and pretty!
OdpowiedzUsuńNie trzeba być dzieckiem, by się rzucić na takie kolorowe pyszności!
OdpowiedzUsuńHow beautiful your recipes are!
OdpowiedzUsuńbeautiful! Thanks for sending to me. I posted today on ediblecrafts.craftgossip.com
OdpowiedzUsuńZdjecia swietne...te kolorki ..zaraz dostaje jakiejs pozytywnej dawki energii...a takie cudenka robie czesto,tylko pod nazwa krysztalek...jedno z ,,pierwszych ,,ciast jakie u mnie zawsze znika w ciagu kilku godzin.:)
OdpowiedzUsuńU mnie w domu zawsze robiło się taki salceson ze śmietany, mleko jest jeszcze lepszym pomysłem, na pewno lżejszym, a kokos? Mmmm... Już wiem, co jutro będzie na deser :D
OdpowiedzUsuńbardzo chciałabym wiedziec co dalej z tymi odcedzonymi wiórkami??po odcedzeniu nie są już potrzebne czy są jednak w masie??bardzo proszę oodpowiedź mimo iż anonimowo:)pozdrawiam i gratulacje za super pomysł na deser
OdpowiedzUsuńPiękny i smaczny deserek, doczepię się jednak do jednej rzeczy, która mnie jako estetkę razi - pięknie skomponowane łyżeczki i obrusik, ale obrusik....niewyprasowany, to razi, a szkoda :(
OdpowiedzUsuń